PO kontra P&S, ale nie tak, jak myślicie

Drukuj

Platforma nie konkuruje dziś i nie prowadzi dialogu z Kaczyńskim. Kaczyński nie powiedział niczego nowego ani przełomowego od wielu lat. Platforma prowadzi dziś dialog z szefem propagandy PiS, na potrzeby tego artykułu nazwijmy go panem "S". Nie mniej ważna wydaje się rola, jaką spełnia w tej chwili szefowa propagandy oddelegowana na odcinek głównego wydania dziennika telewizyjnego, dla potrzeb analizy nazwijmy ją panią "P".

To właśnie tandem P&S, jest dziś głównym odbiorcą przekazu Platformy. Zwłaszcza S, ale ze względu na wiek i zasługi nie umniejszajmy pani P.

To oznacza zupełnie nową sytuację dla Platformy. Do tej pory, z całą pewnością, Platforma nie miała do czynienia z tak profesjonalnie sterowaną machiną propagandy. Owszem można założyć i będzie to sprawiedliwe, że Platformie sprzyjała część dziennikarzy zatrudnionych w mediach prywatnych, może nawet od części z nich PO nie otrzymywała takich lań jak w odpowiednim czasie powinna, ale z obecną sytuacją mamy w Polsce do czynienia po raz pierwszy.

Konferencja Grzegorza Schetyny staje się okazją do tego aby pan S przekazał ludziom pani P tzw „przekaz dnia” który oznacza, że otrzyma on pytania które zostały stworzone na dwóch biurkach, biurkach P&S. Tezy wypowiadane przez głównych liderów Platformy nie są analizowane przez liderów partii Kaczyńskiego, bo ta partia nie ma liderów. Nikt nie prowadzi tam analizy czegokolwiek, wytyczne są określone jasno i dawno temu i w formie ustnego Pisma Swiętego Prezesa, przekazywane przez najwyższych kapłanów niżej, w niezmienionej formie od lat. Stawiam tezę że prawdziwy gniew i poirytowanie prezesa wynika dziś głównie z ciągłej potrzeby reagowania na nowe „zaczepki” Platformy podczas gdy on już wszystko przecież powiedział. Pamiętacie jego słynne „A idź do diabła!” skierowane do domagającej się jego reakcji na bieżącą sytuację poseł Pomaski? To jest właśnie to. Zatem odbiorcy przekazu medialnego Platformy to państwo P&S. A to co z tym przekazem potem robią, to zupełnie nowa sytuacja w której mieści się i pojęcie post prawdy i fake news i trollingu. O ile 5-6 lat temu przejęzyczenie czy oczywista pomyłka liderów PO byłaby tematem tylko dla „Szkła kontaktowego”, państwo P&S zrobią z tego lead do wszystkich wydań programów informacyjnych wszystkich głównych stacji należących do państwa. Po odpowiednim skomentowaniu błędu oraz pokazania go w stosownym, wygodnym dla PiS kontekście, wystarczy pokazać dowolny mix tzw potknięć Platformy z „ośmiu lat, gdy Polcy i Polacy”. TVP Info praktycznie codziennie, przy dowolnej aktywności PO, pokazuje odpowiednio zdekoloryzowane, specjalnie zmontowane migawki z próby wyrwania laptopa szefowi Wprost, do tego atak Moniki Olejnik na Tuska po tej akcji, tzw akcja „strzelania” do demonstrantów „za PO”, kopania demonstranta przez policję itd itd. Codziennie Amber Gold, codziennie „współpraca” Tuska z Putinem, codziennie. Zgodnie z dyrektywami P&S młodzi tzw dziennikarze chcąc przypodobać się nowym szefom, mogą z tej sieczki uczynić prawdziwą sztukę, niemalże instalację multimedialną godną oddzielnej sali w MOMA w Nowym Jorku.

Kiedyś polityka w Polsce polegała na konflikcie i dyskusji głównych liderów, konferencja była odpowiedzią na konferencję, tezy spotykały tezy, a rozwiązania rozwiązania. Igrzyskami dla wyborców zajmowali się delegaci medialni w programach publicystycznych. Ale odkąd w mediach władzę może reprezentować któraś z pań Gosiewskich, senatorem może zostać nie mówiąca po polsku i nie rozumiejąca w żadnym języku córka znanego generała (to może usypiać Platformę, bo nie ma z kim rozmawiać), Kaczyński przypadkowo odkrył intelektualnie odświeżające źródło w młodych oficerach propagandy. Nie żeby celowo go szukał, po prostu został prawdziwie olśniony ich sztuczkami bo sam rozumuje nowoczesną technologię na poziomie czajnika elektrycznego.

Nie należy też przeceniać roli państwa P&S. Po wygranych wyborach pióra długo nie spadają z pleców, a nakrycia głowy zwycięzców, mimo że to tylko kapelusze i berety, mają partyjnej gawiedzi przypominać te husarskie. Owszem odnieśli sukces, ale naprawdę mogą go odnieść dopiero po dodaniu do social mediów – kanałów w dyspozycji PR i TVP. Oczywiście społeczeństwo się zmienia, sztuczki państwa P&S mogą już nie być tak seksowne wyborczo jak dawniej ale teraz mamy do czynienia z iście goebelsowską i ordynarną propagandą. A w społeczeństwie, które niewiele czyta, można wbrew pozorom wiele na tym ugrać. Jak wiele, nie wiedzą nawet oficerowie propagandy, ale to właśnie na przeciw nich musi mieć Platforma swoich oficerów. Platforma która musi pamiętać że nie posiada własnej telewizji, że dla Moniki Olejnik związki partnerskie mają wagę równą niezależnemu sądownictwu, a dziennikarze spłacają kredyty.

Platforma musi mieć przekaz i komunikację opartą o te nowe wyzwania, na które nie można się obrażać. Być może Lech Kaczyński nie dopuściłby do wielu rzeczy na które podczas jazdy traktorem po Etiopii trudno reagować. Przekaz musi być nowoczesny w social media, hasłowy, a tradycyjny i dopracowany w tradycyjnych mediach. Obecnie wobec machiny propagandowej, nie można pozwolić sobie na błędy. Są potrzebni oficerowie medialni. Nie można wygrać z czołgami kawalerią konną, mimo że jest ładniejsza i na świeżym powietrzu. Rząd Kaczyńskiego przewróci się sam, nie należy mu przeszkadzać. W wielu sytuacjach wyborcy wystarczy świadomość, że Platforma istnieje. Jak to oni mówią, pozwólmy im pracować. Polski szkoda, ale tak wybrali Polacy. I Polcy. Bo w czasie gdy premier i pierwsza ławka rządu przypominają roboty kolejkowe z „Alternatywy 4″, nadchodzi czas na prawdziwych ludzi.

PS: i jeszcze jedno, nie można z nimi przegrać. Wystarczy uważać na oficerów medialnych.

Czuwaj.

Czytaj również
  • Kazimierz Bulandra

    Niestety prawda jest taka, że wszelkie ukazujące się na rynku i w sieci publikatory można z grubsza podzielić na dwa rodzaje: te, które są niezależne i w różnym stopniu obiektywne oraz te, które od lat są jednoznacznie wrogie wobec obecnej opozycji. To sprawia, że partie obecnej opozycji nie mają własnej tuby propagandowej, poprzez którą mogłyby prowadzić pożądaną dla siebie politykę informacyjną będącą przeciwwagą do zmasowanego ataku jawnie wrogich publikatorów.

    Taka sytuacja daje rządowi ogromną przewagę, bo opozycja musi liczyć na zdrowy rozsądek obywateli, a z tym, jak pokazują ostatnie wybory, jest nędznie. Społeczeństwo – w dużej części proste i niepotrafiące przeprowadzić samodzielnej analizy złożonych procesów społeczno-ekonomicznych – łatwo daje się uwodzić hasłom demagogicznym, gdyż nie odwołują się one do warstwy racjonalnej, lecz do najprostszych instynktów. Jest podatne na kłamstwa i sensacje, których, w formie nieustannych „igrzysk” nie szczędzi obecna władza mocno wspierana z Torunia.

    Wiem, że wartościowi dziennikarze cenią sobie swój obiektywizm i niezależność. Ale są chwile, kiedy nie można stać z boku. Taka chwila nadeszła. Mam nadzieję, że rozsądni dziennikarze, którzy widzą co stało się po zwycięstwie PiS potrafią wymyślić sposób, jak zorganizować przeciwwagę dla doskonale funkcjonującej maszyny propagandowej prezesa. Jest ogromna liczba intelektualistów, którzy ich wspomogą, lecz sami nie potrafią się na tyle zorganizować, by być skutecznymi. Mam nadzieję, że obiektywne media widząc co dzieje się z polską demokracją, wykażą się skutecznością w pokazywaniu rzeczywistości, a będąc o 3 klasy lepszymi dziennikarzami, potrafią zrównoważyć szczekanie tych młodych goebbelsów.